autor: ROBERT REED
Tytu: Nodaway

(Nodaway)

Z "NF" 3

 Joseph to bystry facet, zazwyczaj ponury i sceptyczny. Ma  wszystkie te cechy, ktre Emma sobie ceni, akceptuje i ktre j intryguj - w tej wanie kolejnoci. Czsto oddaje si czarnym nastrojom i penej zych spojrze ciszy, a w cigu ostatnich dwudziestu lat dwa razy wpad w cik depresj w najczystszej klinicznej postaci. 
Powiedzia jej o tym ju na pierwszej randce.
Poniewa tak wanie naleao postpi, umiechn si smutno i zwierzy si Emmie:
- Musz bra prozak.
Byo najzupeniej jasne, i spodziewa si, e dziewczyna spanikuje.
e wypadnie pdem przez restauracyjne drzwi.
Ale Joseph jeszcze jej nie zna. Emma nie porzuca ludzi. A ju na pewno nie takich, ktrych da si jeszcze wyleczy. Zreszt jest on przyzwoitym mczyzn, pod wieloma wzgldami ujmujcym, a nawet niezwykym. W tych jego czarnych nastrojach kryje si nawet co pocigajcego. Kiedy mu si przyglda, Emma odnajduje w nim jak gbok wewntrzn warto. A do tego lekkie oznaki rozkosznej bezbronnoci. Joseph uwielbia psioczy, umniejsza i dokucza. Ma ostre, kostyczne poczucie humoru i ogromnie bawi go niszczenie gupcw, ktrzy mieli pecha napatoczy mu si przed oczy. A mimo to nigdy nie umniejsza zalet Emmy, nigdy te nie opuci jej w adnych okolicznociach. Joseph chyba docenia cechy, jakie w niej odnajduje, a mimo e sama ich w sobie nie dostrzega, Emma czuje ogromn przyjemno na myl, e w jej skdind rutynowym yciu znalaz si nagle taki mczyzna.
Spotykali si przez bite p roku, zanim zdecydowaa si poprosi Josepha, eby pojecha z ni do domu na wita. Jako jedynak, ktrego rodzice ju zmarli, nie mia dokd wyjecha, a wita Boego Narodzenia dla ludzi skonnych do depresji nie s najodpowiedniejsz por do samotnego wysiadywania w domu w miecie.
A przecie, mimo e go zapraszaa, w gbi ducha wcale nie spodziewaa si, e on skinie gow i odpowie jej tak, jak odpowiedzia:
- Jasne, Emmo. Czemu nie?
- Moja rodzina jest troch inna - ostrzega go.
- Kady jest troch inny.
- Chciaam powiedzie, e waciwie s troch dziwaczni. Klanowi. Maj do szczeglne pogldy, dziwne zwyczaje, rytuay i takie tam...
- Jak kada rodzina. 
Pewnie tak, pomylaa. Ale to nic nie znaczy, poniewa te wszystkie inne rodziny to nie s jej rodziny.
- No to jak: zapraszasz mnie czy nie? - zapyta w kocu.
- Zapraszam - zapewnia. - Ale pamitaj: mwimy tu o okrgu Nodaway.
- A to znaczy...?
- Tamtejsi ludzie bywaj bardzo podejrzliwi wobec obcych.
- Pewnie maj powody. - Joseph wierzy, e rozumie w czym rzecz.
- Nie mam na myli ludzi w ogle.
- Masz na myli swoj dziwaczn rodzin...
- Wcale nie, mam na myli swego ojca - przerwaa mu. - W stosunku do obcych potrafi si zachowywa naprawd dziwnie, jeli dadz mu cho cie powodu.
Joseph zamilk i pogry si w rozmylaniach.
- To co, o czym dotd raczej ci nie opowiadaam... - odezwaa si po chwili Emma.
- Twj ojciec... Dlaczego rozmawiamy... o twoim ojcu...? - Na twarzy Josepha odmalowao si wyrane zdziwienie.
Emma nie odezwaa si ani sowem.
- Cholera! - zakl Joseph. Z umiechem.
I nie by to jaki tam mizerny umiech. Ni z tego, ni z owego rozpromieni si cay. A taki wyraz twarzy by u niego czym tak niecodziennym, tak nieoczekiwanym, e Emma potrzebowaa caego dnia, eby sobie przypomnie, i nie dokoczya swego wywodu.
- Prosz ci - dorzucia tylko - nie poruszaj przy moim ojcu tematu statkw kosmicznych i kosmitw. Prosz.
- Ty nie prosisz - sprostowa Joseph - ty bagasz.
- W porzdku - zgodzia si. - Bagam.
- Nie wspomn ani sowem o katastrofie - obieca niechtnie. I ju za chwil pyta: - To jak to waciwie byo...?

Jak bardzo Emma si martwi?
Tak bardzo, e prawie dostaje mdoci. Ale kryje swj nastrj za stanowczym umiechem i okazjonalnymi zrywami nieistotnych rozmwek. Jest wigilia Boego Narodzenia. Zaspy pozostae po Dniu Dzikczynienia ju prawie stajay - gboka na stop warstwa niegu zrobia si ciesza, a miejscami wyziera spod niej ponury brunatny grunt. To nigdy nie by raj dla farmerw. Szare zimowe niebo dobrze pasuje do mizernych obej. W miar jak wjedaj gbiej na poudnie, miasta i miasteczka zdaj im si coraz mniejsze i biedniejsze. Wystawy sklepowe wygldaj jak spustoszone.  Czsto wida domy na sprzeda, czasem zdarzaj si i opuszczone. Gdyby nie mijany od czasu do czasu supermarket, toczny od zapnionych zakupowiczw, mona by przypuszcza, e okoliczn ludno zdziesitkowaa jaka zaraza albo inwazja.
Lunch jedz u Hardeego w Cedar City.
A przynajmniej Joseph zajada, narzekajc jednoczenie na kanapk z woowin, mimo e poera j z wilczym apetytem. Emma grzebie w talerzu z kurczakiem i udaje, e czyta zostawione przez kogo "USA Today", potem znika w toalecie, eby troch wspomc sw umiechnit twarz.
Dziesi mil na poudnie i oto dojedaj do niewielkiego zielonego znaku, ktry obwieszcza im i wiatu, e wanie zaczyna si okrg Nodaway.
Kawaek dalej od starej dwupasmwki wznosi si jaki pomnik.
Pamitkowy obelisk, uwiadamia sobie Emma. Kto musia go tu postawi w cigu ostatnich szeciu czy omiu miesicy.
- Chcesz si zatrzyma? - pyta.
Joseph ma niebrzydki profil. Kiedy bywa znudzony, ciemne oczy przybieraj wyraz przyjemnego cierpienia, a drobne usta w urokliwy sposb zdaj si szydzi ze wszystkiego, co te oczy widz.
- Czemu nie? - mwi.
Emma za pno wciska hamulec i samochd wpada w polizg na rozmikym wirowanym podjedzie.
Joseph patrzy gdzie daleko przed siebie, potem parska miechem.
Emma oblewa si rumiecem, ale nie mwi ani sowa.
Obelisk to gruba iglica z wapienia z przytwierdzon do niej tabliczk z brzu, na ktrej w duym skrcie zdawano spraw z jedynego istotnego wydarzenia, jakie kiedykolwiek miao miejsce w jej rodzinnym okrgu:
Wieczorem dnia 4 lipca 1947 roku zastpca szeryfa nazwiskiem Travis Bins sta tu wypisujc mandat za przekroczenie szybkoci. Nagle uwag jego przycign niespodziewany bysk niebieskawego wiata, a kiedy podnis wzrok, ujrza, e z nieba opuszcza si gwatownie jaki obiekt. Tajemniczy obiekt manewrowa przez chwil, a potem roztrzaska si w odosobnionym skrawku lasu, o siedemnacie mil na poudniowy wschd. Zastpca szeryfa Bins dotar na to miejsce trzydzieci minut pniej. Wikszo autorytetw uznaje, e to on pierwszy odkry statek kosmiczny z Nodaway.
Pomnik ten ufundowano dziki pomocy Komitetu Historycznego Okrgu Nodaway.
4 lipca, 1997 r.

Klan Lawsonw czeka na nich w kuchni, przyczajony niczym w zasadzce.
Brace i Angel siedz po przeciwnych stronach niadaniowego stou; graj w karty i odgryzaj gwki piernikowym ludzikom. Ich ony stoj przy piecu i pomagaj przy gotowaniu obiadu, kiedy akurat nie krztaj si przy niemowlakach. Mama tworzy wir uradowanego haasu i gwatownych gestw. Ojciec siedzi przy stole z synami; starannie odkada karty, zanim podniesie si i odwrci ku nim t star, rumian twarz, nie cakiem umiechnit, eby wbi spojrzenie w nowego faceta w yciu swojej crki.
Scena, ktr Emma wyobraaa sobie od tygodni - i ktrej tak si baa - mija w okamgnieniu, bez incydentw, nawet bez wikszego znaczenia. Pukony i uprzejme umiechy zastpuj ucisk doni. Wszyscy zachowuj si jak naley. Z wyjtkiem starszych bratanic i bratankw, ktre wpadaj znienacka do kuchni, drc si radonie i przeraliwie na cae garda.
Przez ten ryk stara si przebi gos Josepha: 
- Mio mi pastwa pozna.
- Wolniej! - krzyczy Brace do pierworodnego.
Omiolatek bierze to sobie do serca na jakie p minuty, ale kiedy uwaga dorosych zaczyna przemieszcza si w inn stron, pochyla si nisko i wypada pdem do jadalni.
Emma czuje si szczliwa i zarazem spita. Odczuwa jednoczenie uraz i ulg, kiedy ojciec decyduje si usi z powrotem i nie chce si doczy do zwyczajowych wstpnych pogaduszek.
Mama upiera si oprowadzi gocia po caym domu.
Emma upiera si, e bdzie im towarzyszy.
- Tutaj jest stara cz domu - zaczyna mama. Teraz musi obowizkowo zachichota, zanim doda: - Jakby tu co w ogle mona uzna za nowe.
Joseph milczy.
- T cz gospodarstwa  zaoy praprapradziadek Emmy - objania mama. - Tu, gdzie stoimy, postawi kryt darni chaup. Kiedy wrci z wojska, zaraz po wojnie secesyjnej.
- Aha - mruczy Joseph.
Mama dotyka kuchennej ciany.
- Ta dar cigle jeszcze tu jest, ukryta pod tynkiem. Dobrze mwi, Tom?
Ojciec wzrusza ramionami.
- To wanie dlatego tu jest tak cieplutko - dorzuca mama.
Prawem kontrastu w jadalni jest lodowato. Dzieci zebray si dookoa stou, a nawet pod nim. St nie jest jeszcze rozoony, brakuje zastawy i sztucw.
Ale Emma nie ma czasu, eby wzi to na siebie. Przechodz do pokoju dziennego. Babcia Lawson siedzi tam sama, okryta star kodr, wydaje si maleka w wielkim, solidnie wypchanym fotelu. Przymglone zielone oczy s pprzymknite. Drzemie czy nie? Ale ju po chwili oczy mrugaj i sycha radosny gos: 
- Witaj, Emmo. Jak si miewasz, Stephen?
Stephen to by jej ostatni chopak.
Chwila zakopotania, krtka i do wytrzymania. Tylko mama niepotrzebnie rozgrzebuje spraw, bo wymyka jej si:
- Nie, matko Lawson. To jest Joseph. Joseph! Nowy przyjaciel Emmy!
Babcia skinwszy leciutko gow, udaje, e odpywa. Mama zwraca si do Josepha z wyjanieniami:
- Ma ju waciwie dziewidziesitk.
- Jasne - uspokaja j Joseph. - Rozumiem.
Joseph nie bardzo przypomina Stephena. W kadym razie Emma nie zauwaaa adnego podobiestwa. A do teraz... Nowy, nieoczekiwany lk cisn jej gardo...
Rodzice mamy siedz w dziupli, telewizor wczyli na jedn z kansaskich stacji. Babcia przedstawia siebie i dziadka, ktry patrzy przez wszystkich jakby na wylot, bo jego saby wzrok jest w stanie odnotowa co najwyej ruchliwe humanoidalne ksztaty.
- Joseph Patterson? - powtarza. - Czy jeste z tych Pattersonw z Cedar City?
- Nie sdz - mwi Joseph.
- To dobrze - oznajmia dziadek. - Oni wszyscy to banda oszustw i snobw, tak uwaam!
Emma bierze gboki wdech.
Potem jeszcze jeden.
Mama otwiera najblisze drzwi.
Schody s strome, a wysokie ciany pokrywaj oprawione w ramki fotografie dzieci i wnukw. 
- Izba Wstydliwej Pamici - mruczy Emma, prbujc si rozemia. 
Zdjcia pokazuj j sam: pulchne, niepewne dziecko, ktre nie chciao patrze w obiektyw. Jej bracia, dla kontrastu, s pewni siebie, w tych swoich dinsach, podkoszulkach, fryzurach na rekruta i z diabelskimi umieszkami na twarzach. Joseph zatrzymuje si duej przy zdjciu, na ktrym Brace trzyma bezwadne ciao kojota, zaciskajc obie donie na tylnych apach zwierzcia i ju od dwudziestu lat umiecha si z t sam radosn dum. 
Joseph pewnie nie znosi zastawiania side.
Najprawdopodobniej.
Ale kiedy spotykasz si z kim zaledwie od p roku, a sypiacie ze sob tylko w weekendy i od wita... No c, niewiele ma si wtedy okazji, eby przedyskutowa pogldy na temat stalowych side i przemysu futrzarskiego...
Joseph na chwil przenosi wzrok na Emm.
Co moe znaczy ta mina?
Chwaa Bogu, mama popdza wszystkich na pitro. Co dziesi stp temperatura opada o dziesi stopni. Stare wiejskie domy moe i wygldaj niezwykle oryginalnie, kiedy przejeda si obok nich szos, ale naprawd jest tak, e wpuszczaj do rodka podmuchy wiatru, a wypuszczaj duo ciepa, przez co wszystkie sypialnie nabieraj cech arktycznej wiecznej zmarzliny.
- Tu by pokj Emmy - oznajmia mama.
- Aha. - Joseph kiwa gow.
Pokj pozostaje w zasadzie niezmieniony. To samo ko zwisa z sufitu na wielkich hakach. Ta sama stara komoda, postrzpione wyplatane chodniki i dziwny rowy kolor na cianach tworzyy nastrj dorastania.
- To by jej pomys - informuje mama. - To znaczy: ko.
Joseph dotyka jednego z grubych acuchw, potem popycha go lekko, a wtedy ko zaczyna koysa si delikatnie w przd i w ty.
- Zobaczya to w jakim magazynie - opowiada mama - i za wszelk cen chciaa mie takie samo. W kocu ojciec zrobi jej takie na Gwiazdk. Kiedy miaa szesnacie lat. - Potrzsa gow, prawie ze miechem. - Emma do tego stopnia nie moga znie koysania, e najczciej sypiaa na pododze.
Emma obserwuje Josepha. Poniewa jest facetem, po ktrym wszystkiego mona si spodziewa, zbiera si w sobie. Ale zanim Joseph zdy wyrwa si z jak zoliw  uwag, na schodach daj si sysze cikie kroki.
- Musz natychmiast jecha do domu - owiadcza Brace. - Skoczyy nam si pieluchy. - Nie mwi tego do mamy ani do Emmy. Patrzy prosto na Josepha, a jego umiech moe by albo zaciekawiony, albo wcibski. To zaley. - Chcesz pojecha? Moglibymy zawie bagae.
Maj nocowa u jej brata. Z wielu powodw tak jest atwiej ni spa pod dachem jej rodzicw.
- Jasne. - Joseph po raz ostatni lekko popycha ko. - Czemu nie?

Emma siedzi z tyu i czuje, e o niej zapomniano.
Jest ledwie trzecia, ale niebo ju pociemniao. Prszcy z lekka nieg ciele si nisko, a potem jakby si rozmyla, kiedy podmuchy wiatru unosz go z powrotem do chmur. 
U stp dugiego wzgrza Brace zwalnia, przepatrujc wzrokiem zalesione pasmo wzdu drogi. 
- Polujesz na kojoty? - pyta Joseph.
- Raczej nie - odpowiada Brace.
- Dalej zastawiasz sida? - naciska Joseph.
- Daem sobie spokj.  Wieki temu, jak mi si wydaje.
Brat mieszka o kilka mil na pnoc. I rzeczywicie nie zakada ju side. Ani nie poluje. Ani nawet nie owi ryb. Pomaga ojcu na farmie, a to praca w penym wymiarze godzin, ma te wasn dziak, o ktr musi si martwi. Do relaksu, powiada, zupenie wystarczy mu sen. Pi bitych godzin snu co noc, czy tego potrzebuje, czy nie.
wirowana droga wspina si na targany wiatrem grzbiet, potem schodzi w nastpn kotlink.
Brace zmienia biegi i obserwujc oba pobocza rzuca od niechcenia:
- A wic jeste naukowcem.
Brace dokadnie wie, kim jest Joseph.
- Biologiem. Wykadam na uniwersytecie.
Brat zwalnia, kiedy wjedaj na may drewniany mostek, a potem demonstracyjnie spoglda w d strumienia, wypatruje czego na wschodzie.
- To nie jest dobra pora, eby je zobaczy.
- Kogo zobaczy? - Joseph nie moe nie zapyta.
- Kuguary. 
Emma wpatruje si w rzadko sypicy nieg, odczuwa  lekki niepokj, przypomina sobie rozmow telefoniczn, w ktrej opowiadaa mamie o jakich zabawnych uwagach Josepha. Przynajmniej jedn mama musiaa powtrzy ojcu. A on z kolei pewnie wspomnia o niej Brace'owi.
- Kuguary? - powtarza Joseph.
- A tak - potwierdza jej brat. Z przekonaniem.
Joseph parska cicho, potem mwi:
- Syszaem ju te historie. W zeszym roku miaem studenta z tych stron. Przysiga, e widzia na polu samic z dwjk modych.
- A, te j widziaem. - Brace przyglda si Josephowi, potem zmienia biegi i przyspiesza.
- To nie Kolorado. - Joseph krci gow.
- Tak, wiem, znam si na tablicach rejestracyjnych. - Brace chichocze.
Joseph nie odzywa si przez dusz chwil. Potem pyta:
- Ile razy widziae te rysie?
- Kuguary - poprawia go Brace. - Nie wicej jak tuzin razy.
Joseph zerka na Emm.
"On ci sprawdza" - mwi jej wzrok.
Brace wybucha gromkim miechem typu "gwno mnie to obchodzi".
- Nie wierzysz w te wielkie koty, co? Czy to wanie chcesz mi powiedzie?
- Ludzie widuj rne rzeczy - orzeka Joseph.
- To prawda - zgadza si Brace.
- Jednak wedug mnie - konkluduje Joseph - to, e si w co wierzy, nie oznacza, e automatycznie staje si to prawd.
- Przepraszam - mwi jej brat. Potem, gwnie do siebie, dodaje: - Tak tylko patrzyem. Tak tylko. Dla zabawy.

Emma pamita czasy, kiedy nie byo czego takiego jak tamta katastrofa. Kiedy bya maa, Nodaway pozostawao cichym, pooonym z dala od gwnych drg wiatem, ktrego nikt nie potrafi znale na mapie. To znaczy: z wyjtkiem tych, ktrzy akurat tutaj mieszkali.
Potem nastpi koniec roku szedziesitego dziewitego, a ona musiaa mie wtedy... ile? Osiem lat. Walter Cronkite mwi w telewizji o tajnych dokumentach, ktre jaki pracownik biura prezydenta przekaza prasie. Ten kto nie aprobowa wojny w Wietnamie albo nie znosi Nixona, albo by po prostu wcieky, bo pominito go przy awansie. Zaley, w ktr wersj chce si uwierzy. Jednak bez wzgldu na przyczyn tre tych tajnych dokumentw zacza przecieka do mediw.
Gazety twierdziy, e krtko po drugiej wojnie wiatowej w okrgu Nodaway uleg rozbiciu obcy statek kosmiczny.
Pierwszy na miejscu zdarzenia znalaz si zastpca szeryfa. To wanie Travis Bins zorientowa si, e to nie aden zabkany bombowiec. Przez radio, za porednictwem centrali okrgowej, skontaktowa si z baz si powietrznych w Lincoln, mwic im, e spado tu jakie dziwne UFO. I by tam jeszcze, przygldajc si stygncym szcztkom pojazdu i pilnujc, by ludzie zbytnio si nie zbliali, kiedy przyjechali wojskowi - kilka samochodw wypenionych onierzami, a wrd nich dostateczna liczba bystrzakw, ktrzy potrafili poj, e to ani ich ptaszek, ani Sowietw, ani w ogle ludzki i e lepiej bdzie odizolowa cay teren i poczeka na pomoc.
Przez cay dzie krlowa chaos. Nie istnia przecie aden podrcznik, ktry mwiby, co robi z rozbitym pojazdem o nieznanych moliwociach i bliej nieokrelonych zagroeniach. Ca procedur trzeba byo wymyli na pniu. Poniewa bya to pierwsza rzecz, jaka przysza im na myl, i to stosunkowo atwa do przeprowadzenia, wojskowi zamknli dla ruchu t cz okrgu. Poniewa mogy si okaza przydatne, wykonano tysice zdj rozbitego wraku. Potem zaog obcych, bez wyjtku nieyw, popakowano w ponumerowane worki, a dziwna, najwyraniej popsuta maszyneria zostaa upchnita na platformy ciarwek i wywieziona gdzie daleko. 
Dokd - tego ju nikt nie wiedzia.
Tajne dokumenty opisyway miejsce katastrofy bardzo pobienie, bo wikszo swoich nieoficjalnych stron powicay opisom dziaa ekip FBI  z tego dnia oraz z kilku nastpnych lat - ekip, ktre zajy si siedmioma cywilnymi wiadkami wydarzenia.
Rozbi si eksperymentalny bombowiec Si Powietrznych. Taka bya oficjalna, starannie zaaranowana plotka, ktr pozwolono podsucha Travisowi i innym wiadkom. Bombowiec mia na pokadzie bomb atomow, istnieje wic problem skaenia. A to tumaczyo z kolei, dlaczego miejsce to trzeba byo spisa na straty i odizolowa oraz dlaczego wykopano i wywieziono kady najmniejszy fizyczny lad po tym zdarzeniu.
wiadkw wci od nowa przestrzegano, by nie rozmawiali o niczym, co mogli tam zobaczy albo co im si wydawao, e zobaczyli.
Dla dobra kraju.
Demokracji.
A take ich wasnych niemiertelnych dusz.
Zaoono podsuch na miejscowych liniach telefonicznych. W trzech kawiarniach i w Izbie Legionu Amerykaskiego zainstalowano ukryte mikrofony. Co najmniej dwukrotnie FBI skadao wiadkom pniej wizyty, eby przypomnie im raz jeszcze, jaki maj obowizek wobec ojczyzny. Jedna zaszyfrowana notka ze stycznia pidziesitego pitego wspominaa o "problemach z T.B.". Potem w marcu, pewnego pogodnego suchego wieczoru Travis straci panowanie nad swoim wozem patrolowym i przekoziokowa cztery razy, zanim jego rozbity samochd i zwoki wyldoway na ogromnym wizie.
Omiolatki rzadko potrafi uchwyci subtelnoci spisku.
A take jego mniej subtelne elementy.
Dla Emmy jedynym dajcym si poj faktem byo to, e spad na nich jaki statek kosmiczny. Stao si to rwnie podniecajce jak taczcy na Ksiycu Armstrong, tyle e to wydarzyo si niemal tu za progiem. 
To znaczy: wedug Waltera Cronkite'a.
Lawsonowie posiadali wtedy potny biao-czarny odbiornik telewizyjny. Emma zwykle leaa przed nim na pododze, a ojciec rozsiada si w swoim rozkadanym fotelu, zmczony po dugim dniu cikiej pracy. Obejrza te wiadomoci, nie wydajc z siebie nawet najlejszego dwiku. W kadym razie ona sama nie pamita adnych komentarzy. Pamita natomiast wasne zakopotanie i niezrozumienie, kiedy prezydent zwoa konferencj prasow, eby gosem penym powagi i niesmaku obwieci Ameryce: "Te dokumenty nic nie znacz. To same kamstwa. Nie rozbi si aden pozaziemski statek. Projekt Ksiycowe Dziecko by operacj, ktra miaa suy jedynie dezinformacji naszych przeciwnikw. By i jest niczym wicej jak tylko starannie wyreyserowanym przedstawieniem i zosta przeprowadzony tak, by wieci o nim dotary do naszej konkurencji".
"Mielimy nadziej - mwi wtedy prezydent Nixon - e inne mocarstwa bd darzy nasz nard wikszym respektem, kiedy uwierz, e znajdujemy si w posiadaniu takiego pojazdu kosmicznego".
Syszc to Emma odwrcia si i zagadna pogronego w milczeniu ojca: "Czy to prawda?"
Ojciec dalej si nie odzywa.
Pamita dobrze.
Ale kiedy nalegaa pytajc: "Rozbio si co czy si nie rozbio?", ojciec przyoy do ust zwinit do i odchrzkn. Pamita doskonale. A potem powiedzia do siebie i do niej: "Jeli nasz prezydent mwi, e nic takiego si nie zdarzyo, to si nie zdarzyo. I tyle tylko potrzebujesz wiedzie".

Brace z rodzin mieszkali w domu starej pani Shoemaker. To by dom skadany, zakupiony w czasie pierwszej wojny wiatowej, przewieziony do Nodaway pocigiem, potem przetransportowany na wzgrza wozami, wreszcie zoony w cao na tym miejscu. Na pitrze tego domu urodzia si stara panna Gertruda Shoemaker, ktra wrd jego cian przeya kady dzie ze swego siedemdziesicioszecioletniego ycia. Przewanie w samotnoci. Trzy lata temu znaleziono j martw w pokoju dziennym, a Brace, ktry umia si pozna na dobrej okazji, kupi zrujnowany dom za trzy tysice dolarw i ciarwk z trzeciej rki.
Nikt nie wie dokadnie, kiedy biedna Gertruda postradaa zmysy.
Hodowaa krliki dla pienidzy i do jedzenia. W cigu ostatnich lat jej ycia krliki przejy dom na wasno. I pomimo energicznych zabiegw Brace'a oraz uporu jego ony krliki pozostay. Ich zapach wci bka si w nozdrzach, sycha szelest niewidzialnych apek. Stojc w pokoju dziennym, o kilka cali od miejsca, gdzie wyziona ducha nieszczsna stara panna, Emma skada na ziemi swoj podrn torb i czeka, podczas gdy jej brat poszukuje pieluch. 
- Patrz - mwi, wskazujc na ciemne drewniane ramy okienne. Siekacze wygryzy w drewnie karby. Gbokie. Brzydkie. Nie do naprawienia. 
Emma opowiada Josephowi pokrtce o starej kobiecie, a w tej opowieci przeraenie miesza si z atw litoci. Potem czuje, jak wzbiera w niej dziwny dreszcz, kiedy wyobraa sobie dziesitki i setki biaych krlikw, ktrych rowe lepka byszcz, kiedy zby prbuj wygry drog na wolno.
Joseph dotyka pogryzionego drewna, potem spoglda za okno.
- Czy on mwi powanie? - pyta nieoczekiwanie.
- O czym?
- O tych kuguarach. - Zerka na ni, naprawd nie wie, co ma myle. - Czy tak tylko si bawi? Jak w polowaniu na bekasy?
- Te kuguary naprawd istniej.
- Bekasy te.
- Powanie?
- Bekasy to takie wodne ptaki - wyjania Joseph. - Zreszt do pospolite. 
- Prawie wszyscy w naszej rodzinie widzieli grskiego lwa. Przynajmniej raz.
- A ty?
- Ja nie. - Emma krci gow i przyznaje si: - To wszystko, ta rozmowa o kuguarach, to chyba przeze mnie. Mwie mi kiedy o tym swoim studencie... tym z Cedar City...
- Tak?
- To byo zabawne. Wszystko, co mi opowiadae o tym chopaku, tak mnie rozmieszyo. Wydaje mi si, e rozmieszyo te mam.
Joseph wzdycha, wzrusza ramionami i nie odzywa si. 
Dokadnie nad ich gowami trzeszcz deski podogi. Potem sycha jk schodw i znw pojawia si przed nimi Brace z grub paczk pampersw pod pach. 
- Gotowi? - pyta.
Id za nim do auta.
- Niezbyt imponujcy ten dom - mwi jej brat. - Ale przyjed go zobaczy za jakie dwadziecia lat.
- Moe przyjad - odpowiada Joseph.
Powrotna jazda mija szybko i w milczeniu. Ani razu nie zwalniaj w poszukiwaniu kuguara. Unoszone wiatrem patki przeszy teraz w jednolicie sypicy gsty nieg, a krtka droga od samochodu do kuchni sprawia, e najpierw wszyscy troje s troch biali, a potem troch wilgotni.
W kuchni jest tylko mama i ona Angela. Wikszo dorosych toczy si w dziupli, obserwujc, jak Jimmy Steward brnie przez sztuczny nieg, podczas gdy dzieciom nakazano, lub je przekupiono, by pobawiy si w ciszy na grze.
Emma powinna pomc mamie, ale nie chce zostawia Josepha.
Postanawia wic zaatwi to polubownie. Przez kilka minut miesza sos i oblewa indyka tuszczem. Potem przenosi si na chwil do dziupli, eby policzy, ilu chce mleko do kolacji, a ilu wod. Nieszczsny Joseph siedzi wcinity midzy rodzicw mamy. Babcia zgasza si ostatnia, wybiera wod, a potem wrcza Josephowi misk pen orzechw woskich. 
- Nasze wasne - chwali si.
Emma ju-ju ma go ostrzec. Ale jak to zrobi, eby nie zrani niczyich uczu? Wstrzymuje wic tylko oddech, kiedy Joseph bierze spory kawaek orzechowego jdra, gryzie i zaraz krzywi si z oczyma rozszerzonymi od blu. Potem zerka na siwowos kobiet z wyrazem czystego przeraenia na swej nieszczsnej twarzy.
Wszyscy parskaj wiele wiedzcym mieszkiem.
- Jak obierasz swoje orzechy? - podpuszcza Angel. - Co, dziadku?
lepy starzec umiecha si i z zadowoleniem klepie po kolanie.
- Rozkadam je na podjedzie - wyjania z dum - a potem jed po nich naszym buickiem.
- I to dziaa? - pyta jej modszy brat.
- Elegancko - stwierdza starszy pan.
Joseph wyciga z ust kamyk - drobny fragment wirowanego podjazdu - odstawia misk i patrzy na Emm z wyrzutem.
A ona wycofuje si, eby nakry do stou.
Pniej, kiedy nadchodzi wreszcie pora posiku, wraca i przekonuje si, e jej modszy braciszek rozmawia z Josephem cichym, racjonalnym gosem. Przez krtk chwil cieszy si. Ju prawie wyobraa sobie, jak zostaj przyjacimi. Ale potem docieraj do niej sowa Angela i zaczyna j opanowywa poczucie beznadziei.
- Choroba szalonych krw - mwi Angel. - Wszystko zaczo si jako bro biologiczna. Pentagon zbudowa pierwsze priony jeszcze w latach szedziesitych, potem przekaza je Brytyjczykom.
- Ktrzy wykorzystali je przeciwko swoim? - pyta w zakopotaniu Joseph.
- Nie, nie! To akurat by przypadek - spieszy z wyjanieniem Angel. - Ale te priony to takie malutkie drobinki.
- Wywrotowe proteiny - artuje Joseph.
- No wanie! I to wanie dlatego udao im si przedosta do acucha pokarmowego.
Joseph odczekuje krtk chwil, a potem zadaje nieuchronne pytanie:
- Skd to wiesz?
- Kolacja gotowa - wtrca si Emma.
- Dowody s w sieci - twierdzi jej brat. - Znam kilka uczciwych adresw, jeli chcesz sam sprawdzi. 
Joseph milczy.
Nie rusza si.
Inni powoli wstaj z miejsc, przecigaj si i prostuj. Ale nie Angel ani nie jej Joseph.
- A ten odrzutowiec, ktry rozbi si niedaleko Long Island? - upiera si Angel. - To wcale nie bya iskra w zbiorniku paliwa. To bya bomba. Nie daj robi z siebie wariata.
- Staram si - mwi Joseph.
- A pamitasz tych lekarzy od AIDS, co byli na pokadzie? - przypomina mu Angel. - To wanie przez nich bya ta bomba. Musieli zgin.
- Musieli?
- Bo wiedzieli, czym jest AIDS.
- A czym jest?
- To bro masowego raenia. Wycelowana prosto w Trzeci wiat.
Joseph gapi si na Angela. Czy to kolejna gierka? - zapytuje sam siebie. Wzdycha i wzrusza ramionami.
- Czyli tak to wanie wygldao? - pyta.
- No tak - odpowiada Angel. - To do powszechnie znane fakty.
- Aha. - Joseph kiwa gow.
Angel tylko si umiecha i umiecha. Emma sama nie potrafi ustali, na ile jej modszy braciszek sam w to wierzy, a na ile to tylko gaz rozweselajcy.
- Kolacja gotowa - wyrywa si jeszcze raz.
Joseph przenosi na ni wzrok. Ma koszmarn min, ktr podkrela jeszcze koszmarny umieszek. Ale zaraz wybucha gonym miechem, nadal siedzc, kiedy wszyscy ju stoj, i mwi do Emmy:
- Ten twj brat... chyba bdzie musia mi jeszcze to czy owo wyklarowa...

Kiedy Emma dorosa, to, co si nigdy nie zdarzyo w okrgu Nodaway, stopniowo i nieubaganie stawao si coraz bardziej realne.
Cywilni wiadkowie nigdy nie rozmawiali z pras.
Travis Bins ju nie y, podobnie jak starzy farmerzy, ktrzy mieszkali niedaleko miejsca katastrofy. Tylko miejscowi garze i gaduy rozmawiali z falami reporterw, ktrzy przelecieli galopem przez Nodaway za tamtym pierwszym razem.
Koniec kocw, pierwsi przemwili starzy wojskowi, i bardzo dobrze. Z rnych przyczyn zdecydowali si wystpi, zrywajc dawne przysigi i zaczli opowiada o tym, co widzieli, co zrobili i co byo im wiadomo, przedstawiajc cae wydarzenie w sieci gstych, nieubaganych faktw.
Emerytowany genera Si Powietrznych, ktry umiera na raka puc, wyzna w "Szedziesiciu minutach", e dowodzi operacj "Ksiycowe Dziecko". Wywiad, ktrego udzieli, by dugi i wyczerpujcy, usiany wiele mwicymi szczegami, a co waniejsze, mnstwem istotnych i nudnych szczegw. "Ksiycowe Dziecko" przeprowadzono ad hoc, bardzo niezgrabnie - przyzna. Nie istniaa wtedy adna rzdowa agenda gotowa na przyjcie obcych, ktrzy spadli z nieba. Urywanym gosem nieboszczyka opowiada, jak to z Waszyngtonu i z jego wasnej bazy wci napyway sprzeczne rozkazy. W cigu godziny nakazano mu ewakuacj terenu i bezwzgldne pozostanie na miejscu, ograniczenie personelu do niezbdnego minimum i wykorzystanie kadego onierza andarmerii wojskowej, jakiego mia pod rk, a take, by zakopa statek na miejscu i eby pozbiera wszystkie fragmenty i przewiz je do co najmniej tuzina rnych miejsc.
Nawet na drugi dzie, kiedy wszystkie te odlege gosy zaczy wreszcie piewa w jednej tonacji, i tak nie mogy si zgodzi, gdzie ostatecznie powinien wyldowa ten statek. Siy Powietrzne, FBI, biuro prezydenta i nowo narodzone CIA walczyy midzy sob o jaki udzia w tym skarbie.
Przez trzy dni cztery zaadowane po dach ciarwki miotay si jak mucha po caej okolicy. Najpierw na wschd. Potem na poudnie, do Alabamy. Potem na zachd, do Teksasu, a potem znw na wschd. Wreszcie Truman, czy kto tam ostatecznie si zdecydowa, generaa zdjto z dowdztwa, nieoznaczone ciarwki obsadzono now zaog i ponownie wyekspediowano na zachd. Do Los Alamos, wyjani mu kto w przelocie. Ale oczywicie rwnie dobrze moga to by prawda, co oficjalne kamstwo.
"Gdziekolwiek podziewa si dzisiaj ten statek - wyrzzi stary genera - przetrzymuj go idioci".
"Skd pan to wie?"
"Bo jako nie latamy jeszcze statkami kosmicznymi, no nie?" - Z gniewu zanis si ostrym kaszlem, a potem wysapa z braku tchu: "Piiip si z niego dowiedzielimy. Co oznacza, e ten statek wci ley zapomniany w jakim magazynie. A to w niczym nie pomoe mojemu krajowi!"
"Czy to dlatego zdecydowa si pan wystpi, generale?"
"Dla dobra Ameryki!" - zahucza umierajcy. "Kraju, ktry kocham!"
Audycja wywoaa dobr, starowieck fal publicznego oburzenia, a kady motelowy pokj w caym okrgu zosta natychmiast wynajty przez reporterw i im podobnych.
Trwao to jaki tydzie.
Prezydent Ford zdementowa t wypowied. Powtrzy historyjk o tym, e operacj "Ksiycowe Dziecko" wymylono po to, by zdezorientowa Ruskich. Jednak nie by on urodzonym kamc jak Nixon, co wicej, zdawa si gboko zdegustowany ca t niepikn spraw.
W rok pniej, kiedy Emma bya w drugiej klasie szkoy redniej, trzej emerytowani fizycy zwoali konferencj prasow. Rzd usiowa zaoy im kaganiec, groc kar za zdrad stanu i sprowadzajc na t konferencj ca brygad FBI. Ale gdzie w najwyszych wadzach komu zabrako woli. Konferencja odbya si zgodnie z planem, a po kolejnym chaotycznym tygodniu stopniowo ucichy wszelkie gadki o zdradzie stanu.
Siwowosi doktorzy zeznali, e przez cae lata pracowali nad fragmentami rozbitego statku kosmicznego.
Niczego si nie dowiedzieli.
Wrak okaza si zbyt skomplikowany lub za bardzo zniszczony, by ujawni cho jeden ze swych sekretw.
Emma ogldaa t konferencj w dziupli, a na pododze przed ni leaa mocno zniszczona ksika do algebry.
"Dlaczego teraz wystpujecie?" - zapyta jeden z dziennikarzy.
"Bo wiat powinien si dowiedzie" - odpowiedzia kady z nich wasnymi sowami. "Gdzie tam pozostaje reszta tego statku, razem ze szcztkami zaogi, a nie moemy ufa wojskowym na tyle, by powierzy ich cakowitej kontroli taki skarb!"
Nastpne wybory wygra Carter.
Niektrzy twierdzili, e Ford przegra, bo skama Amerykanom, inni - e nie miao to najmniejszego znaczenia.
Bez wzgldu na to, jak dosta si do Biaego Domu, Carter ju na samym pocztku swej dziaalnoci przyzna publicznie i oficjalnie, e Stany Zjednoczone znajduj si w posiadaniu rozbitego pozaziemskiego statku kosmicznego i szcztkw jego zaogi, a cho przez cae dziesiciolecia prowadzono nad nimi intensywne prace badawcze, niewiele zdoano si dowiedzie.
eby zaspokoi publiczn ciekawo, pozwolono na przeciek -  do prasy przedostao si kilka pozamazywanych zdj z miejsca katastrofy. I znowu na okrg Nodaway najechay hordy reporterw i kamerzystw, razem z pochodem gapiw, ktrzy zjechali si nawet z samego Dallas, by oglda lasek Louisa. Pochd ten doprowadza do szau synw Louisa, poniewa ostatnia rzecz, jakiej czowiek by sobie yczy, to setki obcych ludzi przeacych przez ogrodzenie i wci zostawiajcych pootwierane wszystkie bramy.
Cay ten zgiek w kocu stopniowo zamar.
W cigu kilku nastpnych lat do prasy przedostawao si coraz wicej i coraz lepszych zdj, razem z wielk rozmaitoci utajnionych raportw.
Potem by Reagan i jego publiczne owiadczenie, e Ameryka otrzymaa ten statek nie bez powodu. To bez wtpienia podarunek.
"I jest witym obowizkiem Ameryki wykorzysta t cudown maszyn" - oznajmi w swoim expose. "Z tym darem od Boga - obiecywa - ju niedugo, bardzo niedugo, otrzymamy zote klucze do wszechwiata".
Nikt nie wie, ile wydano na program "Gwiezdny Klucz".
Przynajmniej ze sto miliardw dolarw.
Pod koniec lat osiemdziesitych przed Kongresem przeparadoway tuziny najrniejszych agencji, ktre jedna po drugiej przyznay, e ta maszyneria przekracza jeszcze ludzkie pojmowanie... ale jeli otrzymayby kolejny miliard dolarw i nastpne dziesi czy dwadziecia lat...
"Gwiezdny Klucz" zawsze pozostawa operacj cile wojskow.
Sowieci, ktrzy a nadto dobrze zdawali sobie spraw, e to oni bd celem wszystkich tych cudw techniki, wydawali wasne miliardy na przygotowania do inwazji latajcych spodkw. Wynikiem byo cakowite bankructwo kraju naga mier Zimnej Wojny i pocztek nowego porzdku wiata...
Badania cigny si do poowy lat dziewidziesitych, ale ju z daleko mniejszym rozmachem.
A wreszcie kilka lat temu, bez fanfar i rozgosu, administracja Clintona odtajnia wikszo dawnych sekretw, cznie z pen list kilku setek wiadkw, wrd ktrych nie brakowao i siedmiorga wiadkw cywilnych.

Jak zwykle, indyka kroi ojciec.
Przygldajc mu si, obserwujc wielkie farmerskie donie, ogorza od soca twarz i wyduon, idealnie ys gow, Emma czuje przyjemne zdumienie, uwiadamiajc sobie, e jej ojciec sta si starym czowiekiem.
Przy stole dla dorosych jest troch za toczno. Gorco - w tym przyjemnym aspekcie i w tym nieco mniej przyjemnym. Dzieci jedz w kuchni, co jednak nie stanowi wystarczajcego oddalenia. Jeli w tym domu kiedykolwiek panowa wikszy haas, to nie za pamici Emmy. Siedzi przy stole, majc po lewej Josepha, a on z kolei ma po lewej jej ojca. W jaki czas po tym, jak pmiski wykonuj rundk dookoa stou, a indyk zostaje ogoocony z przewaajcej czci swego ciaa, Emma zauwaa, e Joseph obserwuje ojca. Po prostu mu si przyglda. Waciwie to a wida, e nie pyta go o to, o co strasznie chce mu si zapyta.
Kiedy ojciec si odzywa, zwraca si do Angela.
- Jak tam twoja nowa praca? - zastanawia si na gos.
- Moe by - odpowiada Angel.
- A co ty tam waciwie robisz?
Angel mieszka w Kansas City i pracuje dla bankw, ktre maj kopoty ze swoimi komputerami. W obliczu takiej okazji radonie pogra si w opisie swych obecnych zada, a kade zdanie pene jest technicznego argonu, ktrego nie rozumie nikt z obecnych, wypowiadane  penym samozadowolenia tonem, z jakim czarodziej opowiada, w jaki sposb sprawi, e ta miota sama si rusza.
Ojciec usiuje sucha. Ale kiedy tylko jego modszy syn koczy, wyranie oddycha z ulg i zwraca si z pytaniem do Brace'a:
- Przyjrzae si ju tej szlifierce?
- Wczoraj - odpowiada Brace. - I ju j kupiem.
- Za ile?
- Za tyle, ile mwilimy. Minus setka.
Ojciec kiwa gow. Umiecha si leciutko. Potem rzuca Brace'owi jakie mao przejrzyste pytanie na temat niesprawnego pasa transmisyjnego w kultywatorze.
Farmerzy maj swoj wasn zawodow paplanin. Emma wyrosa przy tym stole, a mimo to ledwie si orientuje, o co im chodzi. Omawiane s rne rodzaje pasw transmisyjnych, potem nowy traktor, potem problemy pewnej jawki i z tuzin innych nieprzejrzystych tematw, ktre w caoci pochaniaj uwag obu mczyzn.
Wreszcie dochodz do koca i ojciec nie ma innego wyjcia.
Z natury niezwykle niemiay, przekonuje si, i patrzy teraz na nowego przyjaciela crki i na twarzy ma wyraz czystego poczucia obowizku. Po niezrcznie dugiej chwili przychodzi mu do gowy pierwsze pytanie. Jedna z cikich doni przykrywa na chwil usta, ojciec kaszle z cicha, zanim zastanowi si na gos:
- No to jakiej waciwie biologii pan uczy?
- Przewanie oglnej - odpowiada Joseph.
Ojciec czeka, skinwszy leciusieko gow.
Joseph umiecha si z rzadk u niego nerwowoci, a potem dodaje:
- Wikszo z moich studentw to pierwszoroczni.
- Lubi pan to, prawda? Lubi pan uczy?
- Tak - potwierdza Joseph. - Zazwyczaj tak, prosz pana.
- No c, jeli da si z tego opaci rachunki... i za bardzo nie boli... - ojciec zawiesza gos. Obaj skoczyli ju je, wic wierc si teraz niespokojnie na twardych krzesach.
To wanie wtedy Joseph podejmuje decyzj. Pomimo baga Emmy decyduje si zapyta o to, o co tak bardzo chce zapyta. Emma widzi to wypisane na jego twarzy - widzi, jak wysuwa si do przodu, lekko rozchyla usta, z ktrych za chwil wylec sowa. Ale wtedy ona obrzuca spojrzeniem dugi st i w chwili rozkosznej inspiracji wypala:
- Joseph! Czy nie zechciaby pomc babci Lawson? Chce wrci na swj fotel. Zrobisz to dla mnie?

"Czy istniej dwaj Thomasowie Lawson?" - zapytaa Emma matk.
"Co masz na myli, kochanie?"
Byo to dwa i p roku temu. Rozmawiay przez telefon, a Emma czytaa jej fragmenty artykuu z porannej gazety. Podano nazwiska siedmiu cywilnych wiadkw, a wrd nich kogo o nazwisku Thomas Lawson. "Czy to pomyka - dopytywaa si - czy to moe jaki nasz kuzyn?"
Milczenie.
"Zawsze wiedziaa" - stwierdzia Emma.  "Prawda?"
Matka wzia gboki oddech, a potem tonem chtnego wyznania odpara: "Tak, od czasu naszej nocy polubnej".
Nie chodzio tylko o to, e na tej licie zobaczya swego ojca. Nie, Emm zaskoczyo raczej to, co sama w tej chwili odczuwaa. A mianowicie czua si w jaki sposb oszukana. Oszukana, gupia i zaskakujco wcieka.
"Czy mog z nim pogada?" - zapytaa.
"Nie. Jest ju w polu, kochanie".
"Z Brace'em?"
"Jasne. Sadz".
"Czy mj brat wie o tym statku?"
Mama usyszaa zazdro w jej gosie i wzdychajc ciko odpowiedziaa:
"Do wieczora pewnie kto mu o tym powie".
"Ojciec mnie okama" - sykna Emma.
"Nie" - zaprzeczya twardo mama. "Chcia tylko chroni swoj rodzin".
"Przed czym?"
"Kochanie..."
"Przed rzdem? Czy FBI mu grozio? Albo ktokolwiek inny?"
Krtka pauza i mama wyszeptaa cichutko: "Nie".
"Czy ten zastpca szeryfa, Travis Bins... czy zosta zamordowany dlatego, e za duo o tym opowiada?"
"Najpewniej nie".
"Jeste pewna?"
"Travis pi. I szczerze mwic, nawet po trzewemu prowadzi kiepsko".
"A wic co waciwie myla ojciec?"
"To byo tu po drugiej wojnie wiatowej, a ojciec chcia by dobrym, lojalnym obywatelem". Matka powiedziaa tak, jakby to wystarczyo za wszystko. Ale po chwili zamylenia dodaa: "A poza tym obieca temu generaowi z Si Powietrznych, e dotrzyma tajemnicy".
"Czy to wanie powiedzia ci ojciec?" - warkna Emma.
"A ja dotrzymaam tajemnicy" - odpara mama, nie syszc w jej sowach oskarenia.
Emma nie wiedziaa, co mwi.
"A zreszt, co by byo, gdyby powiedzia ci o wszystkim?" - cigna mama. "Musiaby wtedy powiedzie te twoim braciom. eby byo sprawiedliwie. A jedno z was pochwalioby si pewnie przed przyjacielem albo ktrym z kuzynw i zaraz mielibymy pene podwrko reporterw i kamer i cay wiat dowiedziaby si, e twj ojciec... czowiek, ktry jest taki dumny ze swojej reputacji... nie umie nawet dotrzyma sowa".

Joseph trzyma babci Lawson pod okie, a kiedy staruszka zasiada, usadawia si na sofie obok niej. Siedz najbliej jak si da i oboje zdaj si pogreni w rozmowie.
Babcia wci zwraca si do niego "Stephen".
Emma jey si caa, ale dochodzi do wniosku, e lepiej pjdzie pomc posprzta ze stou.
W kocu zostaje wycignity ze schowka jeden ze starych rodzinnych albumw, a Joseph powoli i z luboci przewraca jego sztywne stronice, wskazujc od czasu do czasu jakie zdjcie i zadajc nieistotne pytania.
Mama posya Emm, eby si dowiedziaa, kto chce ciasta, kto pije kaw.
- Ten przystojny mczyzna to mj ojciec - mwi babcia. - A to mj brat. A ta maa dziewczynka to ja.
- Gdzie to jest? - pyta Joseph.
- W Barrow - odpowiada babcia.
- Na Alasce?
- No tak.
Joseph kiwa gow.
- W czasie pierwszej wojny wiatowej - dodaje babcia.
Emma umiecha si i zatrzymuje si przy nich na chwil.
- Mj ojciec by misjonarzem, nawraca tubylcw - wyjania babcia. - Mieszkalimy w Barrow przez trzy lata. Przypynlimy odzi z Anchorage, latem, kiedy nie ma takich okropnych lodw i tak wanie potem wrcilimy. Latem. odzi.
- A to co? - Joseph wskazuje jak scenk domow.
- To nasz pokj dzienny - tumaczy babcia. - Okno, o tutaj, miao potrjne szyby dla ochrony przed zimnem. Widzisz te twarze za oknem?
- Ledwo, ledwo.
- Tubylcom wydawalimy si tacy tajemniczy i fascynujcy, e wystawali w ciemnociach, na tym przeraliwym zimnie, tylko po to, eby zobaczy, jak sobie yjemy.
- Naprawd?
Babcia potwierdza skinieniem gowy, stuka palcem w zdjcie z widoczn przyjemnoci.
- Nasze ycie musiao im si chyba wydawa cudownie odmienne. A nam to wcale nie przeszkadzao. To znaczy: to, e mielimy publiczno. Kiedy przychodzia pora ka si do ka, ojciec wstawa i otwiera swj zegarek. To by sygna. A nasi przyjaciele odwracali si i odmaszerowywali w noc.
Joseph nie wie, co powiedzie.
Babcia przewraca stron. Pokrzywiony, niemal kaleki palec wskazuje kolejny obrazek.
- Tubylcy wypatrywali wielorybw i statkw ze szczytu tego starego masztu.
- Naprawd?
- Ja te kiedy wspiam si na ten sup - owiadcza z dum staruszka.
- Naprawd?
- Owszem, z pomoc brata.
Emma przypomina sobie, e kiedy pierwszy raz wysuchiwaa tych opowieci i patrzya na ten wysoki, szary sup na tle szarego, arktycznego nieba, prbowaa sobie wyobrazi, jakby to byo wspi si samej tak wysoko, kiedy jeden z braci towarzyszyby jej na bardzo wskiej drabinie i nalega, eby zignorowaa strach, trzymaa gow pochylon i nie przerywaa wspinaczki.
- Wci mi powtarza, e ju niedaleko - wspomina babcia. - Cigle potarza, e ju prawie szczyt.
- I udao si pani. 
- W kocu tak. Ale tylko dziki bratu.
- I jaki by widok?
Babcia waha si przez chwil, potem umiecha si z zakopotaniem.
- Nie mam pojcia. Szczerze mwic, z tego wszystkiego pamitam tylko wspinaczk.
Joseph parska cichym miechem, a ona dodaje:
- Z mojego brata by kawa miaka. Zawsze.
- Tak?
- Kilka lat pniej, kiedy by modym mczyzn, zosta akrobat lotniczym. Wiesz, czym oni si zajmowali, Stephen?
- Tak, wiem - potwierdza Joseph.
- I tak wanie zgin - wyznaje babcia. - Lecia za nisko i zaczepi o kabel telefoniczny. Nie mia jeszcze dwudziestu piciu lat, tyle czasu mino, a ja nadal myl o nim codziennie.
Zadawnione cierpienie nabiera wieoci na jej twarzy.
Joseph podnosi wzrok na Emm, mwi do niej oczyma.
Emma klepie babci po ramieniu i zadaje pytanie o ciasto i kaw. Joseph i to, i to, bardzo prosz, a babcia jakby wcale nie syszaa pytania. Emma wraca do kuchni i pomaga rozoy na talerze wskie kawaki dyniowego placka, potem roznosi po dwa talerzyki naraz. Kiedy wraca do Josepha, album ju jest zamknity. Babcia Lawson przechyla gow na bok, przysuchujc si temu, co mwi do niej towarzysz. A moe znw zasna. Kiedy jednak Emma podchodzi bliej, babcia prostuje si na ca wysoko, rozjania si na twarzy i mwi:
- No, jeli to ci interesuje, mj syn tam by. Tom to wszystko widzia.
Emmie nagle robi si sabo.
- Wiedziae o tym? To Tom by tym chopakiem w samochodzie - cignie babcia. - Tym, ktrego zastpca szeryfa Bins zatrzyma za przekroczenie szybkoci.
Joseph podnosi wzrok na Emm i umiecha si w lekkim poczuciu winy.
Babcia klepie go przyjacielsko po kolanie i mwi mu:
- Ka mu wszystko opowiedzie. Naturalnie, jeli ci to interesuje.
- Interesuje - przyznaje Joseph.
I zaraz przychodzi mu na myl, eby zapyta:
- A jeli nie zechce o tym mwi?
- Ale Stephenie! 
Babcia podnosi wzrok i ujrzawszy w pobliu Emm, z promiennym umiechem prosi:
- Kochanie, moe pjdziesz i zawoasz do nas swego ojca, dobrze?

W zeszym roku, przy spnionych fanfarach, Smithsoskie Muzeum Lotnictwa i Kosmonautyki zaprezentowao skromn wystaw drobnych przedmiotw ze statku z Nodaway. yjcy wiadkowie tamtych zdarze zostali zaproszeni do Waszyngtonu na ceremoni otwarcia. Ale zaplanowano j akurat w czasie niw, co dla ojca stanowio najlepsz moliw wymwk. "Bdzie zbyt zajty" - owiadczya mama Emmie podczas jednej z dugich rozmw telefonicznych w niedziel rano. "I to nie byaby dla nas darmowa wycieczka, jeli tej jesieni on nie zdyby zebra wszystkiego z pola..."
O ceremonii wspominano w oglnokrajowym serwisie informacyjnym, ale tylko C-Span transmitowaa j na ywo. Emma zaprosia rodzicw, eby obejrzeli j na kablwce. Ale mama w ostatniej chwili odwoaa wszystko, mwic: "Dzikujemy, ale raczej nie. Sprbujemy to obejrze u siebie".
"Przy tym parszywym odbiorze?" - achna si Emma.
"No c" - odpara mama. "Prawd mwic, ojciec nie chce, eby robi wok tego jaki szum. Zwaszcza teraz. Po tylu latach".
"Boe zoty!" - wykrzykna Emma. "Czy ten czowiek nie ma za grosz wyobrani?"
"Oczywicie, e ma wyobrani" - odpara mama uraonym, a nawet lekko rozgniewanym tonem. "Ale to bdzie po prostu cudza uroczysto, czy nie rozumiesz tego, Emmo?"
Koniec kocw, wiadkw nie zabrako. Kilka tuzinw emerytowanych wojskowych, pomarszczonych starych naukowcw i inynierw, przyodzianych w nowiutkie garnitury, usadzono w rwnych rzdkach, a wiceprezydent rzuci kilka banaw o wielkich tajemnicach wszechwiata. Obecna bya take wdowa po Travisie Binsie, usadowiona na przodzie, reprezentowaa okrg Nodaway. Kiedy wiceprezydent skoczy, kamery przeniesiono wreszcie na same przedmioty. W zasadzie okazay si niczym. Albo prawie niczym. Mae bezksztatne grudki zastygego metalu, ktre wyglday znacznie prociej ni jakakolwiek stworzona przez ludzi maszyna - kapsua Apollo albo i elektroniczny zegarek wyglday przy nich jak smy cud wiata - i dla takiego laika jak ona wyglday o niebo mniej intrygujco od starego, statecznego "Spirit of St. Louis", ktry obok zawis bez ruchu w powietrzu.
"On nie lubi o tym rozmawia" - ostrzegaa Josepha.
"Dlaczego?"
Ale zamiast przyzna si do prawdy - e nie ma pojcia, co moe sobie myle jej wasny ojciec - Emma zdecydowaa tylko potrzsn gow i powtrzy: "Zrb to dla mnie, dobrze? Nawet nie wspominaj przy nim o statkach kosmicznych".
Ostatecznie okazao si, e da zbyt wiele.

- On chciaby si czego dowiedzie o tym twoim statku kosmicznym - oznajmia babcia. Potem, syszc, e nikt si nie odzywa, dodaje: - Powiedz mu to samo, co mwie mnie, Tom. O tym rozbysku wiata. I o tym, jak pojechae za zastpc szeryfa tam, gdzie te biedactwa roztrzaskay si o ziemi.
Ojciec zerka na Emm, potem na Josepha. Odkada napoczty kawaek ciasta na stolik do kawy i stajc przez matk, skada raport:
- I to ju mniej wicej wszystko. Zobaczyem na niebie wiato. Mylelimy, e to moe spadajcy samolot. No wic pojechaem za Travisem i znalelimy to co midzy drzewami, niedaleko szosy, w lasku Louisa, a potem zostaem tam, a przyjechali ci z Si Powietrznych i kazali wszystkim wraca do domu.
Za ojcem stoj Brace i Angel. Wyglda na to, e temat wszystkich ciekawi, a nawet intryguje. Tylko ona jedna zdaje si odczuwa jakiekolwiek napicie.
Potem do pokoju wpada z rykiem fala przejedzonych dzieci.
- Cisza! - wrzeszczy Brace.
Angel apie swego najstarszego i szepcze mu do ucha jakie groby.
- Nie widziaem nic szczeglnego - zapewnia ojciec. - Travis podszed bliej, eby si lepiej przyjrze. Ja waciwie trzymaem si z daleka.
I to ju wszystko. Wyglda na to, e nic wicej nie trzeba dodawa.
Ojciec pochyla si i bierze z powrotem swj kawaek ciasta, potem zastanawia si, gdzie by tu teraz usi. Ale zanim zdy si zdecydowa, Joseph rzuca w powietrze:
- Nie miabym nic przeciwko temu, eby kiedy zobaczy to miejsce. Tylko zobaczy.
Nastpuje krtka chwila zelektryzowanej ciszy.
Potem ze miechem odzywa si Angel:
- No, ja tam mam do tego haasu tutaj. Chtnie bym gdzie wyby. Co wy na to? Moglibymy wzi moj furgonetk.

Napadao cal lub dwa wieego mokrego niegu, a w niebieskawym wietle na podwrzu kotuje si go w powietrzu jeszcze wicej. Nad wiatem zawisa przepyszna cisza, wic Emmie nie przeszkadza zimno na twarzy i wilgo na ukrytych w rkawiczkach doniach. Tak naprawd wystarczyoby troch tu posta, eby mie do ciszy, myli. Nawet wicej ni do. Potem dochodzi j gadki, metaliczny dwik otwieranych drzwiczek, Angel wsiada do swojego wozu, zapala silnik, wcza wycieraczki i przednie wiata, a potem ogrzewanie, na pen par.
Angel otwiera dla nich przednie drzwi. Joseph chce skorzysta z odsuwanych, eby usi na siedzeniu za kierowc.
- Nie, nie! - protestuje Angel. - Jeste gociem. Wskakuj tutaj.
Joseph zerka na Emm.
- No, wsiadaj - zezwala Emma i sama zajmuje miejsce za kierowc.
Przez podwrko id Brace i ojciec. Nie za szybko, ale i nie za wolno. Brace spuszcza lekko gow i co mwi, a ojciec pewnie co mu odpowiada. Potem Brace dodaje co jeszcze, klepie ojca po plecach i obaj mczyni wybuchaj miechem, kiedy wsiadaj do jasnej, wyzibionej i haaliwej furgonetki.
Ojciec usadawia si obok Emmy. Brace siada w tyle za wszystkimi.
- Ktrdy najlepiej? - pyta Angel.
- Najpierw autostrad - radzi Brace. - Potem skr za starym przejazdem kolejowym w Rock Island. Wadze okrgu postawiy wielki znak, eby zaznaczy ten skrt, wic na pewno go nie przegapisz.
Emma zerka na ojca, potem na Josepha.
Kiedy mijaj dom, Angel gono trbi. Potem wyjeda na okrgow drog, wyprbowuje dugie wiata i przecza z powrotem na krtkie, kiedy okazuje si, e nie widzi nic oprcz padajcego niegu. Jak na swoje obyczaje, Angel prowadzi powoli. Ostronie. Na autostradzie przy hamowaniu troch nimi zarzuca. Angel skrca na poudnie i, zerkajc na Josepha, zagaduje:
- A wic interesuje ci nasz stateczek kosmiczny?
- A ciebie nie? - odpowiada pytaniem Joseph.
- No pewnie. Dziki niemu ten okrg znalaz si wreszcie na mapach i w ogle.
Joseph milczy.
Angel obrzuca go znaczcym spojrzeniem i umiecha si. Potem ponagla go nastpnym pytaniem.
- Ile wiesz o naszym statku? Duo?
- Chyba niewiele.
- Na przykad?
- Jestem biologiem. Nie mam zdania na temat wykorzystywanych tam stopw albo tego, co pozostao, albo i nie z komputerowych obwodw.
- No, niewesoo - artuje Angel.
Joseph prawie e parska miechem, potem dodaje:
- Tak czy inaczej, najwaniejsza jest sama wiadomo, e na innych planetach istnieje ycie. Przynajmniej dla mnie.
- Ale czy to jest znowu taka wielka niespodzianka? Skoro tam jest tyle soc i planet, to czemu gdzie jeszcze nie miaoby powsta ycie?
- Och, pewnie.
- Jak te skamieliny na Marsie - cignie Angel. - One wanie najlepiej pokazuj, jakie ycie potrafi by uparte i wytrwae.
- Jeli to s skamieliny - kontruje Joseph.
- No jasne. - Angel jeszcze raz prbuje dugich wiate i jeszcze raz musi da za wygran. - Czy mam racj? Czy ci kosmici w duym stopniu nie przypominali nas?
- Mieli DNA - objania Joseph. - I najprawdopodobniej ich system metaboliczny korzysta z tlenu. Ale wiele z aminokwasw, jakie pozostay, rni si od naszych. A to oznacza, e ich biako musiao w znaczcy sposb rni si od naszego.
Ojciec wychyla si odrobin w przd. Potem dochodzi do wniosku, e jednak si nie odezwie i opada z powrotem na oparcie z oczyma wbitymi w zanieon autostrad przed nimi.
- Co jeszcze wiemy? - dopytuje si Angel.
- Prawie nic - przyznaje Joseph. - Nie jestemy pewni, jak mogli wyglda za ycia. Wikszo rekonstrukcji ukazuje humanoidy, ale to moe wynika z naszych podwiadomych oczekiwa. Nie znamy ich rzeczywistych rozmiarw. Nie jestemy nawet pewni, ilu ich byo na pokadzie. Ulubione liczby to dwch, trzech lub piciu. Mogli, ale nie musieli by popodczani do sprztu technicznego na statku. W szcztkach znaleziono mnstwo elektronicznych czci, ale przy tej sile uderzenia i przy tej temperaturze... No c, jest okropnie duo pyta, na ktre nie mona da odpowiedzi...
- Skd przylecieli ci nieszczni gupcy? - pyta Angel.
- No wanie - odpowiada Joseph. - No wanie.
Stare szyny kolejowe cigle jeszcze przecinaj bruk, ale znikny ju znaki ostrzegawcze i barierki sygnalizujce pierwszestwo przejazdu. Potem pojawia si zapowiadany znak. Nie za duy, ale i nie za may. Miejsce katastrofy w Nodaway - czyta Emma, kiedy skrcaj w lewo, podjedajc szerok, dobrze wyprofilowan drog.
Emma obserwuje ojca, ktry znw wychyla si do przodu, a w oczach odbija mu si bysk wiate samochodu. Nie wida tu nic, co mwioby, e to jakie szczeglne miejsce. Droga wznosi si i opada, potem znw si wznosi, a cay wiat zawzi si do tego wskiego pasemka niegu, padajcego i ju spoczywajcego, i lunych biaych kamieni, ktre grzechocz o podwozie furgonetki. Ale starszy pan dobrze wie, kiedy dojedaj na miejsce. Wida to po czujnym wyrazie jego twarzy, napitych ramionach i zacinitych doniach. Nie odzywa si ani sowem, chrzka tylko z cicha, kiedy Angel przyhamowuje i skrca za ostatnim znakiem. Nad gbokim rowem na poboczu kto ostatnio przerzuci kadk. Przez wyrosy z naga przed nimi niewielki lasek onieonych drzew wije si nowa droga, wska, ale dobrze utrzymana. Potem znienacka pojawia si przed nimi may parking, wybudowany za skpe fundusze okrgu, w niewtpliwej nadziei, e zaczn tu w kocu ciga turyci, eby pozostawi po sobie cho cz swoich dolarw.
Angel parkuje na samym rodku i wycza silnik. wiat kurczy si do rozmiarw tej nieoczekiwanej absolutnej ciemnoci, ktra zamyka si tu nad ich gowami. Czy kto pamita, eby wzi latark?
Brace pamita. Oczywicie. Angel take grzebie pod siedzeniem i wyciga wymczon latarenk, ktr uderza kilka razy o do, a zacznie wieci.
Jeli to moliwe, zapada jeszcze wiksza cisza ni do tej pory.
nieg pochania kady najlejszy dwik, przycisza gosy i trzask zamykanych drzwiczek. Joseph lduje przy ojcu, idc za brami, ktrzy maszeruj wsk ciek, i jakby od niechcenia pyta:
- Jak blisko dotar pan do miejsca katastrofy?
- Troch bliej. 
cieka skrca agodnym ukiem w prawo, potem si urywa. 
- To tu - mwi ojciec.
Polana wcale nie jest tak dua, jak si spodziewaa Emma, i nawet gdyby bya dwa razy wiksza, trudno byoby j nazwa przestronn. Komitet Historyczny wznis tu kolejny kamienno-brzowy obelisk, a do tego na specjalnej tablicy umieci seri diagramw i rzdowych zdj, zatopionych w grubym plastyku. Brace odgarnia z nich nieg i owietla latark pierwszy diagram. Ale wtedy zaczyna mwi ojciec, cichym i zrwnowaonym gosem, wic nikt nie zabiera si do czytania, bo wszyscy suchaj, zapatrzeni w to mae, zachwaszczone poletko.
- Tamtego dnia solidnie padao - opowiada. - Wszystko byo mokre i to pewnie dlatego ogie si nie rozprzestrzeni.
Latarka Angela migocze chwil i ganie.
- Ale i tak czuo si straszne gorco, kiedy tu stalimy. Byem wtedy modym chopakiem, to byo dawno i pewnie dlatego nie przychodziy nam na myl takie rzeczy jak promieniowanie. Ja sam nie martwiem si niczym. Travis i stary Louis podeszli bliej, ale cay ten stopiony metal i wyrwane, palce si drzewa i takie tam... No, w kadym razie musieli si cofn... Statek by ju w milionach kawakw. Z tego, co zrozumiaem, rzdowi musieli kopa na czterdzieci stp, eby wydoby kady najmniejszy kawaek. Potem nawieli ziemi, eby ukry to, co zrobili. Tylko e to bya oczywicie zupenie inna gleba, wic od tego czasu nic ju na niej tak dobrze nie ronie. 
Jeden z diagramw ukazuje hipotetyczny model statku kosmicznego. Jest mniejszy ni wikszo domw. Poniewa wydaje si to tak niewiarygodne i mao prawdopodobne, Emma zauwaa:
- Kto by pomyla, e statek kosmiczny moe by taki malutki?
- To bya szalupa ratunkowa - odpowiada jej Angel. 
Ale Joseph krci gow i stwierdza:
- By moe. Tylko e podrowanie midzy gwiazdami pochania ogromne iloci energii. Mae stateczki s chyba bardziej prawdopodobn wersj ni gigantyczne.
Potem wszyscy milkn.
Czekaj na gos ojca.
- Wiedzielimy, e to nie by meteoryt. Wczeniej, kiedy staem na szosie z Travisem, zauwayem, e to co spadao coraz wolniej. Potem, na koniec, ni z tego, ni z owego zrobio tak zwariowan wywrotk i rzucio si w d. Zawsze mi si wydawao, e prbuj odzyska kontrol nad statkiem. Wiecie, prawda? Pilot z caej siy przytrzymuje drek, eby wyhamowa rozpd... Ale teraz ju nie wiem. Kiedy wracam myl do tamtych spraw i wiem o wiele wicej, zastanawiam si, czy tamten pilot nie mia czego innego na myli...
- Na przykad? - pyta Joseph.
Pyta i Emma.
- Oni i tak musieli zgin. I doskonale o tym wiedzieli. A ta ostatnia wywrotka miaa nada im z powrotem dawny rozpd, eby mogli by pewni, e jeli waln, to z caej siy. Na tyle mocno, eby wszystko zniszczy. Nie chcieli pozostawi tu nic, w czym ktokolwiek zdoaby si poapa. I to wanie dlatego nie zdoalimy si dotd dowiedzie niczego istotnego ani poytecznego. Bo tak wanie chcieli oni. Kimkolwiek byli.
Wszyscy milcz.
Wszyscy gapi si na nieskazitelny nieg, pogreni w mylach.
Joseph odwraca si i z wyranie syszalnym szacunkiem w gosie pyta:
- Dlaczego nie lubi pan mwi o tamtej katastrofie?
Starszy pan wzrusza ramionami. Potem cichym, penym zakopotania gosem wyjania:
- Te nieszczsne stworzenia przybyy tu z tak daleka tylko po to, eby zgin, i najwyraniej bardzo si staray, eby ukry przed nami wiedz o sobie... Wic chyba... wic chyba mi si zdawao, e powinnimy uszanowa ich wol... Wiecie, o co mi chodzi?

Padajcy nieg wyranie rzednieje.
S ju z powrotem w furgonetce, Angel wraca na autostrad, a nikomu nie chce si gada. Emma siedzi obok Josepha. Teraz ojciec jest z przodu. Brace znw siedzi z tyu. Emma spoglda na Josepha w odbitym wietle reflektorw, zastanawiajc si w duchu, co moe oznacza ta jego mina. Czy reszt ycia spdzi na odszyfrowywaniu jego rozmaitych nastrojw?
- Mam tak nadziej - szepcze do siebie.
Wjedaj wanie na jedno z dugich, anonimowych wzgrz, a Angel jeszcze raz prbuje przej na dugie wiata.
Nagle Brace prostuje si na siedzeniu i woa:
- Patrzcie! - I zaraz pyta: - Widzielicie?
Niemale za pno Emma patrzy w gb zanieonej drogi, a jej zmczone oczy prbuj skupi wzrok na czym niskim i suncym po niegu. Nie tak jak sarna, uwiadamia sobie nagle. To co nie kroczy ani nie skacze. Po prostu jakby pyno. Potem to co wlizguje si w przydrony rw i mija sekunda, moe dwie, a Emma mruczy do siebie:
- Czy to...? Czy to bya...?
- Szybciej! - przynagla Brace.
Angel depcze po gazie, potem przystaje gwatownie w tamtym miejscu.
Cokolwiek to byo, zdyo ju znikn.
Wszyscy gramol si z furgonetki.  
- Wycz wiata! - woa do brata Brace. - Potem koysze wiatekiem swej malutkiej latarki w przd i w ty i szepcze do wszystkich:
- Wypatrujcie bysku w jego oczach.
Za rowem jest ka, pena szczeciniastych wiechci i kpek niskich drzewek. Mogyby si tu ukry tysice dorosych kuguarw, na tym skrawku przestrzeni widocznym z szosy.
Emma odwraca si do Josepha.
Gdzie on si podzia?
Drzwiczki kierowcy s otwarte. Joseph tkwi we wntrzu kabiny, wyawia spod fotela drug latark. Potem rusza. Maszeruje szybkim krokiem i uderza o do plastykow obudow latarki, dopki tawe wiateko nie rozbynie mocniej.
Na wieym niegu pozosta bardzo wyrany sznur tropw.
Emma podchodzi do Josepha, ktry klczy teraz przy ladach, tak podniecony, ze wiato latarki podryguje mu w doni. Wyglda to jak odciski ap jakiego bardzo wielkiego psa. Ale to, co Emma widziaa, to nie by aden pies. Stworzenie byo za niskie. Z ruchw za bardzo przypominao wielkiego kota. I czy nie widziaa dugiego, duganego ogona, kiedy zwierz nikno w trawiastym rowie?
- Czy to by pies? - szepcze.
Joseph parska cichym miechem.
- Nie widz tu ladw pazurw.  A ty?
- Nie. Ani jednego.
Za nimi zebrali si ju pozostali mczyni. Joseph wstaje i podchodzi bliej rowu, potem zastanawia si, czy nie pody za tropem w gb ki. Nietrudno przewidzie, o czym teraz myli. Ale Brace zauwaa:
- Ju pno i mamy bardzo marne szanse. Poza tym wierz mi, jeli to zwierz pozwoli, eby si z nim zrwna, to co z nim nie tak. A wtedy ty raczej nie bdziesz mia szczeglnie radosnych wit w tym roku.
Joseph prostuje si, wycza latark i wrcza j Angelowi.
- Dziki. 
Nie pozostaje im nic innego, jak tylko wrci do furgonetki. Emma przekonuje si, e idzie obok Josepha. Ani za szybko, ani za wolno. Kiedy znw wczaj si wiata, patrzy mu w twarz. A na tej twarzy, dookoa szerokiego umiechu rozbudowuje si jaki bardzo szczeglny wyraz. Poniewa przez chwil s zupenie sami, Emma nie moe nie zapyta:
- O czym mylisz?
Joseph odpywa wzrokiem w ciemno.
- Po tym wszystkim, co si dzi zdarzyo - mwi - wiesz, co jest dla mnie najwiksz niespodziank?
Emma potrzsa przeczco gow. 
- Nie, nie wiem.
A wtedy on spoglda na ni.
- To, co bez przerwy czuj gdzie w gbi.
- A co takiego?
A on odpowiada, rozemiany:
- Jestem szczliwy!
Przeoya Kinga Dobrowolska

ROBERT REED 

Literacka kariera Roberta Reeda (rocznik 1956) rozpocza si w 1986 r., kiedy zwyciy w organizowanym przez Rona Hubbarda konkursie dla modych autorw SF "Writers of the Future". Ju rok pniej ukazay si dwie jego powieci: "The Leeshore" oraz "The Hormone Jungle". Do tej pory napisa ich dziewi, a take kilkadziesit opowiada drukowanych we wszystkich najwaniejszych pismach SF. Opowiadaniem "Nodaway" debiutuje na amach "NF".
(anak)

Copyright  1999 by Robert Reed. First published in "Asimov's Science Fiction"